Moja Ojcowizna – Aleksandra Zawadzka

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  

 

„Stefan Siek-człowiek mojej miejscowości zasłużony dla regionu.”

 

Autor: Aleksandra Zawadzka

Opiekun: Hanna Borowiec

Moja Ojcowizna

Stefan Siek – człowiek  mojej miejscowości zasłużony dla regionu

„Poznajemy Ojcowiznę”- tak brzmi tytuł konkursu.  Jednak co to właściwie jest ojcowizna?
Z czym nam się kojarzy?

Ojcowizna to majątek, dziedzictwo, spuścizna, którą potomni dziedziczą
po swoich  przodkach.  Dla mnie  to nie tyle miejscowość w której mieszkamy, ale miejsce,  z którego wywodzimy się my i nasi przodkowie. Ojcowizna to  rodzina,  ta najbliższa i ta dalsza, ta z kilku ostatnich pokoleń i ta ze starszych. To też rodzinne pamiątki; stare zdjęcia, notatki, pamiętniki,
czy choćby medalik komunijny. To  miejscowe zabytki; kościół, figurka.

Ojcowizna to przede wszystkim ludzie. Nie tylko rodzina, która wiadomo, że jest ważna dla każdego z nas. Tworzą ją również  ludzie z naszego terenu, którzy odznaczają się czymś szczególnym. Chodzi mi o ich zasługi, o ich oddanie, patriotyzm. Na moim terenie żyło wielu  bohaterów walczących w szeregach Batalionów Chłopskich i  Armii Krajowej podczas II wojny światowej. Mamy  też przepiękne  zabytki; wspaniałe kościoły
z ciekawą historią. Jednak łatwo jest pisać o osobach, które zginęły,
w których życiu już nic nie zmienimy. Łatwo jest pisać o budowlach, które stoją od wielu lat w jednym miejscu. Zaś trudniej jest pisać o ludziach, którzy aktualnie zamieszkują naszą miejscowość, czy gminę,  których życie cały czas ulega zmianie.

Właściwie to zapomniałam się przedstawić. Może w pracy na taki konkurs tekst powinien być bardziej oficjalny, aczkolwiek ja uważam, że naturalna praca będzie ciekawsza. Tak więc nazywam się Aleksandra Zawadzka. Jakby powiedział bohater książki „Oskar i pani Róża”, „podpaliłem psa, kota, mieszkanie (zdaje się nawet), że upiekłem złote rybki”.To na pewno zwróciłoby uwagę czytelników. Jednak nie chodzi mi o zaciekawienie moją osobą, ale tą pracą. Tak więc najważniejsze informacje. Mam 15 lat, chodzę do III klasy Publicznego Gimnazjum im. Armii Krajowej w Sieciechowie.
Od urodzenia mieszkam w Mozolicach Dużych  obok niewiele większego, ale bardziej znanego  Sieciechowa. Moją główną pasją jest muzyka,
ale lubię także czytać książki.

Jak sam wstęp (a właściwie wstęp wstępu, który nastąpi teraz) wskazuję, bohaterem mojej pracy będzie człowiek, z którym przeprowadziłam wywiad. Stefan Siek – lokalny patriota i historyk, mieszkaniec Sieciechowa,  właściciel Izby Historycznej  oraz autor książki  „Sieciechów-szkice
do dziejów miejscowości od czasów najdawniejszych do współczesnych”.

Ale zacznę od krótkiej historii mojej miejscowości…

Sieciechów

O Grodzie Sieciecha pisze już Gal Anonim i to aż 31 razy. Sam Sieciech to możnowładca z małopolski z rodu Szarżów-Toporczyków. Żył na przełomie XI i XII w. Palatyn Władysława Hermana w latach 1080-1100. „Gród położony był na jednej z wysoczyzn doliny Wiślano-Sieciechowskiej (Wójtowa Góra)(…). Spełniał on rolę obronno-kontrolującą dwóch szlaków wodnych- Wisły i Wieprza. Wisłą prowadził szlak bursztynowy od Bałtyku do Konstantynopola. Jak twierdził kronikarz Gal Anonim: …między Sandomierzem a Płockiem nie było znaczniejszego grodu jak sieciechowski. Bronił on państwo polskie przed napadem Litwinów, Jadźwingów i Tatarów.” Osada się rozwijała, od 1252 r. była miastem na prawie magdeburskim. W 1191 r. powstała tu parafia św. Wawrzyńca. Podobno Władysław Jagiełło w 1432 r potwierdził targ w środę i jarmark na święto Dziesięciu Tysięcy Rycerzy oraz uroczystość św. Wawrzyńca, które to dni były odpustami parafii.
Z odpustem tym wiąże się pewna legenda. Otóż chrześcijaństwo polskie stoczyło nad brzegiem Wisły krwawą bitwę z poganami. Ciał nie chowano, tylko zatopiono w rzece. Kiedy woda doprowadziła ciała na „zakręt” na Wiśle, wtedy to zatamowały one bieg rzeki, co spowodowało wyrżnięcie nowego koryta. Zahamowało to handel rzeczny i rozwój Sieciechowa. W tym czasie, na obrzeżach parafii powstawały nowe miejscowości: w Regowie, Stężycy, Kozienicach, Policznie. Sieciechów dotkliwie zniósł potop szwedzki. Obrabowano kościół benedyktyński w Opactwie i kościół w Sieciechowie. Rolnicy zbierali mniejsze plony. Wisła zaczęła wylewać, tonęli ludzie i domy.

Synod łęczycki z 1523r. postanowił, aby w każdym mieście udzielano nauki.
W Sieciechowie zaczęła funkcjonować szkoła podstawowa, a później szkoły przy klasztorze. Od 1866 r. powróciła szkoła początkowa, przedmioty były wykładane w języku rosyjskim. W 1909 r. w Sieciechowie wybudowano nowy, murowany budynek szkolny, jako pierwszy w powiecie kozienickim.

Tata z kolegami                       Pan Siek z Kolegami na rynku (czasy kawalerskie)

„Moje wspomnienia o ojcu Franciszku”- artykuł napisany przez pana Sieka na swoją stronę

Franciszek Siek urodził się 14 października 1911r. W domu się nie przelewało, Franciszek w 1926r. ukończył siedmioklasową szkołę podstawową. 31.12.1932 r. został powołany do wojska, gdzie pełnił służbę do 17.09.1934 r. 31 stycznia 1937 r. ożenił się z Marianną Pachucą, która biorąc ślub miała 17 lat.  W 1938 r. urodził im się syn, który zmarł po kilku tygodniach. W tamtych czasach było trudno i tylko ciężką pracą można było się czegoś dorobić. Wkrótce Franciszek został wezwany do wojska. 1.09.1939 r. para czule pożegnała się na stacji kolejowej w Zajezierzu. Przebywając w wojsku był w oddziale inżynieryjnym, budował przeprawy przez rzeczki a także umocnienia dla piechoty. Brał udział w utarczkach z Sowietami oraz był świadkiem wielu bitew. Miał trafić do niemieckiej niewoli. Początkowo trafił do obozu przejściowego w Zajezierzu, gdzie spędził kilka dni. Pewnego dnia koło ogrodzenia przejeżdżał chłopiec na rowerze. Franciszek szybko nakreślił parę słów do żony, a chłopiec pojechał przekazać list. Marianna, która myślała, że ukochany nie żyje,nie posiadała się ze szczęścia. Od razu pobiegła pożyczyć rower i ruszyła do Zajezierza. Franciszek wsiadał właśnie do ciężarówki, kiedy ją ujrzał. Po czułym przywitaniu usłyszeli jak Niemiec pozwala Franciszkowi bezpiecznie wrócić do domu. 9 miesięcy później urodziła się Zosia.

Siek FranciszekNiestety życie w tamtych czasach było ciężkie; okupant nakładał liczne podatki. Franciszek za przekładanie kolczyka z większej świni na mniejszą trafił do więzienia, gdzie spędził 9 miesięcy. W 1944 roku zaczęły się łapanki. Franciszek został zapędzony na Łoje gdzie miał budować okopy. Jednak  uciekł i ukrywał się jakiś czas w bielach ( lesie niedaleko domu). 01.08.1944r. wybucha powstanie, a Siek dostaje wezwanie do wojska. Po dotarciu z innymi sieciechowskimi żołnierzami do Leśniczówki Mireń zostaje cofnięty z niektórymi żołnierzami do Sieciechowa, w celu opieki nad ludnością cywilną. Dochodzi do wysiedlenia Sieciechowa. Ludność ukrywa się w bielach, a później w lesie sosnowym. Dochodzi do łapanek, ludziom zostają odebrane ostatnie zwierzęta gospodarcze. Zimą małżeństwo Sieków wraz z rodziną znajduje schronienie w Garbatce. Franek wraz z Janem Kupisem wybrał się do Zawady, gdzie znów został aresztowany i wywieziony do Berlina. Tam ciężko pracował w metrze, martwiąc się o żonę, która była w ciąży ze Stefanem. W tym samym czasie Sowieci opuścili Sieciechów po wcześniejszym splądrowaniu i okradzeniu go. W 1945r. Franek został uwolniony. Wracał rowerem z dwiema walizkami do Polski. Po skonfiskowaniu roweru przemieszczał się bryczką, pieszo, pociągami. Po dotarciu do domu czule całuje Mariannę, która jest kilka dni przed porodem. W domu się nie przelewało, w okolicy trudno było kupić ziemniaki. We wrześniu 1945r. Franciszek przyjął się do pracy na kolei w Dęblinie. Został skierowany do Wrocławia.

Wszystkie wydarzenia zostawiły ślad na psychice Franciszka. W 1960r. zachorował na depresje, leczył się aż do śmierci. Zmarł w 1983r., jego żona w 2007r. Pozostawili po sobie trojkę dzieci: Zofię, Stefana i Teresę, która urodziła się w 1951r.

Jak widzimy historia Franciszka Sieka, którą przedstawiłam w skrócie, jest bardzo burzliwa, ale warta poznania. Już sam ojciec bohatera mojej pracy zasługuje na to, by poruszyć w niej jego temat. Ale jak  wspomniałam, równie potrzebne jest pisanie o teraźniejszych bohaterach-  małych
i dużych, o których zasługach często nie mamy pojęcia.
Marianna Siek z domu Pachucy                                                       Marianna Siek                                         

Dzieciństwo i młodość

Stefan Siek, syn Franciszka i Marianny urodził się 06.06.1945 r. Było to tuż po wojnie, która spowodowała liczne wysiedlenia. Jedzenia było wtedy mało, domy nie były w dobrym stanie, niektórzy mieszkańcy Sieciechowa wcale ich nie mieli i byli zmuszeni mieszkać w szałasach. Przez zabiedzenie mieszkańcy częściej chorowali. Stefan kiedy się urodził był słaby
i drobny, lekarz nie dawał mu dużo czasu, a jak widać nadal jest
z nami i czuje się dobrze. W dzieciństwie jak wyżej wspomniałam, było ciężko. Marzeniem dzieci był cukierek, czy bułka słodka. Każdy sklep miał wtedy dzwonek, w tym ten, którego właścicielem był pan Gawełek. Na ladzie zawsze stał słój z landrynkami. Dzieci, jak to dzieci przychodziły łaknąc słodyczy, którymi czasem częstowała pani Gawełkowa w tajemnicy przed mężem. Innym sposobem na zdobycie łakoci był odpust przy kościele. Straganiarze także częstowali dzieci słodyczami.

Stefan Siek dziecko                                                           Mały Stefan

Oczywiście dzieci oprócz nauki miały także inne obowiązki. Musiały pomagać rodzicom w domu i w polu. Od najmłodszych lat prowadziły konie za uzdę, lub (jak w przypadku mojego dziadka) pasły gęsi na łące i konie nad Wisłą. Jednak w wolnych chwilach znajdowały czas na zabawę. Popularną grą były „państwa- miasta” jak wspomina pan Stefan. Jednak różniły się od tych, w które dziś grywa młodzież na  lekcjach. Zabawa polegała na tym, że rysowano okrąg i dzielono go na tyle części ilu było zawodników. Chłopcy często posiadali noże, bądź scyzoryki. Trzeba było rzucać takim narzędziem w terytorium przeciwnika i odcinać mu kawałek terenu. Nóż musiał się wbić w ziemię, w przeciwnym razie była skucha. Grano też w „bzyku” i „klipę”, o której będzie mowa później. Zimą jednak było za zimno na takie zabawy. Skakano wtedy przez przeręble zrobioną na skutym lodem kanale, rzeczce, bądź jeziorze sieciechowskim. Oczywiście im większą przerębel ktoś przeskoczy, tym większy jest z niego gość. Pan Siek lubił jeździć na łyżwach, które otrzymał od chrzestnego Niedzielskiego. Jako jedyny we wsi posiadał takowy sprzęt, więc kiedy grano w hokeja na lodzie, był sam przeciwko całej drużynie, a i tak wygrywał. Później dostał narty od rodziny. Sanki zrobił mu tata, jednak na takich ręcznie robionych nie jeździło się zbyt dobrze. Wszystkie atrakcje zależały od pory roku.
We wrześniu palono ogniska, pieczono kartofle, buraki. Bardzo ciekawą grą były wrony. Niedaleko była stacja kolejowa i tory.
Gdy wagony, którymi przejeżdżali Ruscy miały postój, to dzieci grały z nimi w piłkę, ponieważ we wsi mało kto taką piłkę posiadał. Oczywiście podczas takich postojów młodzież szukała jakichś niedogaszonych petów, aby poczuć się,  jak dorośli i trochę sobie popalić.                                                                                          Stefan i dzieci                                                         Z dziećmi z rodziny

Dorosłość i rodzina

Stefan Siek ukończył 7 klasową szkołę podstawową, a potem szkołę zawodową. Z zawodu był ślusarzem, pracował m. in. przy budowie bloków w Kozienicach. Później poznał żonę Janinę z Maciejowic. Wesele odbyło się w Sieciechowie w rodzinnym domu pana młodego. Podczas zabawy zapaliła się stodoła. Pan Siek zaczął wyciągać belki ze stosu obok stodoły, który był źródłem ognia. Mężczyźni gasili pożar i wzywali straż. Żona zajęła się ratowaniem zwierząt. Stodołę ocalono. Następnego dnia za mąż wychodziła siostra Stefana, a on po dwóch weselach,  nabawił się zapalenia płuc. Pan Siek ma piątkę dzieci, które odziedziczyły po nim zafascynowanie historią. Beata studiowała na Uniwersytecie Łódzkim- archeologię i prawo, Konrad w tym samym miejscu historię, Mariusz na Politechnice Warszawskiej-  informatykę, Piotr w tym samym miejscu mechatronikę,
a Tomasz na Uniwersytecie Warszawskim- prawo.
Stefan i Janina

                                         Ślubne zdjęcie Stefana i Janiny

W młodych siła – Turniej Gier Dawnych

Stefan Siek uważa, że „to w młodych siła”. Jesteśmy wychowani w innym czasie, lepiej wykształceni, nie żyjemy w czasie wojny, powinniśmy „zdobyć Warszawę” i brać udział we wszelakich konkursach i akcjach, dzięki którym zdobywamy doświadczenie, możemy rozwijać talenty, a także pokazać na co nas stać. Pan Siek opowiada o królowej Bonie, żyjącej w XVI w. Była to kobieta wykształcona, co kiedyś nie zdarzało się często. Jej nauczyciel zawsze powtarzał „Jeśli miłymi są dla ciebie nauki, wyrośniesz na największą i najrozumniejszą między kobietami naszego wieku”

Niedawno w mojej szkole odbył się Turniej Gier Dawnych „Wychodzą z cienia podwórkowe wspomnienia”. Pan Siek był jednym z zaproszonych gości. Zaprezentował uczniom z trzech szkół naszej gminy grę w hacele, zwaną także jako ciupa.

 

Turniej w szkoleDzieci i młodzież z zainteresowaniem przyglądały się pokazowi i w skupieniu słuchały, co pan Stefan opowiadał.. Mało kto potrafi dzisiejszą młodzież tak zaciekawić. Później do tej zabawy ustawiały się kolejki, zarówno dzieci jak i dorosłych. Później pan Siek udzielił nam wywiadu , który znajduje się  na stronie  szkoły. Opowiedział  między innymi o grze w „pikuty” i zaprezentował nam „klipę”. Jego ulubioną grą była piłka nożna, jak każdego chłopaka.

Historia – pasja

Stefan Siek od najmłodszych lat pasjonuje się historią. Zawsze lubił czytać, głównie książki historyczne. Kiedyś rozmawiając z nauczycielem historii dowiedział się, że Sieciech był tutaj palatynem. Pana Stefana bardzo to zaciekawiło. Później, mając już dzieci na studiach historycznych, poprosił je, aby skserowały mu wszystkie informacje o Sieciechowie jakie znajdą,
m. in o denarach sieciechowskich i klasztorze benedyktynów. Jedną z lektur, która zainspirowała Pana Sieka jest „Benedyktyński klasztor w Sieciechowie według pism i podań miejscowych” napisany przez
ks. Józefa Gackiego. Książka opisuje dzieje klasztoru benedyktynów znajdującego się w Opactwie obok Sieciechowa. Po tej lekturze pan Stefan zaczął bardziej interesować się historią naszego terenu.

Izba Historyczna

Pan Siek zaczął szukać różnych starych przedmiotów, wiele z nich znalazł na „Wójtowej Górze”, a także w Nagórniku. Eksponatów przybywało, wiele z nich odszukał na swoim strychu, inne otrzymał od mieszkańców Sieciechowa. Tak zrodził się pomysł na izbę historyczną. Nie miał w domu wolnego pomieszczenia, ale zwolniła się szklarnia, w której wcześniej były hodowane sadzonki roślin. Trzeba było pogłębić trochę to pomieszczenie
i przygotować gabloty. Tak powstała jego wymarzona  izba historyczna. Otwarcie odbyło się w 2005 r.

Na warsztacie tkackim fot. K. Brodowski

Na warsztacie tkackim fot. K. Brodowski

Z początku nie było chętnych na odwiedzenie tego miejsca .  Jednak za sprawą artykułu, który ukazał się w „Echu dnia”,  informacje szybko się rozpowszechniły. Pierwszą wycieczką, która odwiedziła to miejsce była wycieczka szkolna uczniów z Borku. Później wspomniano o tym miejscu w Radiu Plus, a także w  kozienickim „Oko”. Telewizja-  Nasz Powiat przygotowała reportaż o kościele w Opactwie, w którym  historię opowiedział  pan Stefan i wspomniał także o swojej Izbie.

Mapy i piły fot. K. Siek

Mapy i piły fot. K. Siek

Z czasem eksponaty przestały się mieścić i część z nich została przeniesiona do stodoły,  w której pan Siek wyremontował dwa pomieszczenia
i przygotował je jako pokoje dla gości w stylu dawnym. Jest  nawet kuchnia węglowa. Kiedy turyści zawitają  odpocząć nad Jezioro Czaple,  zawsze znajdzie się dla nich miejsce w gościnie u pana Sieka.

W izbie możemy znaleźć masę eksponatów pochodzących z  prehistorii aż do czasów najnowszych. Co ciekawe większość z nich pan Siek sam znalazł, odkopał. Możemy się zapoznać z historią ziemi sieciechowskiej. Możemy poznać działalność miejscowej ludności w strukturach ZWZ-AK, podczas
II wojny światowej oraz podążyć  szlakiem bojowym oddziałów partyzanckich podczas akcji „Burza”. W izbie znajdują się także przedmioty i narzędzia wykorzystywane w dawnych czasach przez ludność wiejską, których zastosowanie jest bardzo ciekawe.  Między innymi  wóz drabiniasty, warsztat tkacki, narzędzia służące do obróbki lnu i konopi czy  warsztat szewski. Gospodarz  również chętnie zapozna nas z pracą pszczelarza i pokaże swoją pasiekę.

Książka

„Sieciechów-szkice do dziejów miejscowości od czasów najdawniejszych do współczesnych” – książka napisana w 2009 r  przez Stefana Sieka i Krzysztofa Zająca.Książka Stefana Sieka Książka, jak sam tytuł wskazuje, opowiada całą historię Sieciechowa; od samego początku po dziś dzień. Zawiera m. in. informacje o grodzie Sieciecha, kościele w Sieciechowie i Armii Krajowej. Pytając pana Stefana, co lub kto, zainspirował go do napisania książki, bez wahania odpowiada: ksiądz Józef Gacki. Czytając lekturę Gackiego „Benedyktyński klasztor
w Sieciechowie według pism i podań miejscowych”  nabrał przekonania,
że gdyby właśnie nie ta lektura, nic nie wiedzielibyśmy o naszych ziemiach, ponieważ podczas wojny spłonęły całe archiwa benedyktynów. Pan Stefan pomyślał, że aby przybliżyć i  zainteresować społeczność lokalną historią naszego terenu, musi powstać  książka. Napisał swoją część i miał potrzebne materiały dotyczące działalności AK na naszym terenie, w tym relacje żołnierzy. Udał się więc do starosty w Kozienicach, który przydzielił  mu  do pomocy swojego młodego pracownika- Krzysztofa Zająca, który zajął się sprawą Armii Krajowej. I tak razem stworzyli książkę, której wydanie w większości sponsorował  sam pan Stefan. Później odbyła się uroczysta promocja książki w szkole w Sieciechowie. Autor rozdał każdemu dziecku ( od przedszkola po gimnazjum) jeden  egzemplarz,
a także chodząc od domu do domu rozdawał ją  mieszkańcom Sieciechowa, aby książka się zachowała i za 10-15 lat ktoś znalazł ją gdzieś na strychu i  aby właśnie historia dalej przetrwała.

Inne zainteresowania

Jeśli myślicie, że Stefan Siek tylko siedzi i pisze książki albo oprowadza wycieczki po swojej izbie, to nieprawda . Otóż oprócz historii ma on też inne zainteresowania a są to pszczoły.  Posiada własną pasiekę, w tym
7 roi, a uli 10. Bardzo lubi też reperować samochody i ogólnie interesuje się mechaniką oraz ślusarką (która była jego wcześniejszym zawodem) . Uprawia  warzywa w swoim przydomowym ogródku.. Razem z żoną zaś uwielbiają jeździć rowerami. W ciepłe wiosenne dni często można ich spotkać na gminnych drogach. Jednak w chłodne, zimowe wieczory przecież nie jeździ się rowerem, ani nie zagląda do pszczół. Wtedy rozwija swoją kolejną pasję – muzykę. Mimo, że pan Stefan nie jest już nastolatkiem, lubi różnorodną muzykę. Słucha właściwie wszystkiego oprócz metalu. Często sięga po rap, w tym: Tadek Firma Solo, HempGru, Bartko Lesiu, Horytnica. Bardzo często są to teksty patriotyczne. Jak mówi pan Siek, oprócz melodii bardzo ważne są słowa, a właściwie najważniejsze. Lubi też rock: Panny Wyklęte, Forteca, Lech Makowiecki. Czasem zagląda nawet do opery: Marek Torzewski, Ewa Malarz-Godlewska, Wojciech Kilar, Małgorzata Walewska, Sara Brightman, Andrea Bocelii. Ogólnie pan Stefan bardzo lubi muzykę ludową, patriotyczną, ale czasem także słucha z żoną uspokajającej, w tym Mozart’a. Podkreślając, że najważniejsze są słowa, wspomina także
o Dżemie.

Zakończenie

Podsumowując, Stefan Siek jak najbardziej zasługuje na miano miejscowego historyka. Szczerze mówiąc, to nie zdziwiłabym się gdyby wiedział więcej, niż niejedna osoba po studiach. Oczywiście mówiąc o naszym terenie, który ma bardzo ciekawą historię, której z pewnością nie zmieściłabym w tej pracy. Oprowadzając po izbie opowiada tak ciekawie, że nawet niegrzeczne dzieci, uspokajają się słuchając z zainteresowaniem. Oprócz tego uczestniczy we wszystkich lokalnych uroczystościach : rocznicy pacyfikacji Kępic, międzyszkolnym  konkursie piosenki i pieśni patriotycznej, konkursie piosenki biesiadnej. Dodatkowo jest członkiem   jury  w konkursach. Z jego inicjatywy szkole w Sieciechowie nadano imię Armii Krajowej.  Pan Stefan prywatnie jest bardzo sympatyczną  osobą, miło się z nim rozmawia, bardzo ciekawie opowiada, potrafi zainteresować  także młodzież w moim wieku. Każdy znajdzie z nim wspólny język.

Wokół nas, w tej samej miejscowości, czy gminie, mamy wspaniałe osoby, których  często nie doceniamy, nie wykorzystujemy wiedzy i umiejętności, jakie posiadają właśnie tacy  ludzie. Osobiście uważam, że ludzi z pasją,
a zwłaszcza takich , którzy  robią  coś dla społeczeństwa, trzeba wspierać. Gdyby nie takie osoby jak pan  Stefan Siek,  który jest żywą skarbnicą wiedzy  i osobą szczególnie zasłużoną dla naszego regionu, lokalna  historia by zanikała. A historię trzeba przekazywać dalej,
aby przyszłe pokolenia, mogły się czegoś dowiedzieć o przodkach. Stosowne będą tu słowa Jana Pawła II  „ Człowiek , który nie zna swojej przeszłości umiera i nie buduje przyszłości”.

Stefan i Teresa nad jeziorem

Z siostrą Teresą  nad Jeziorem Czaple

Bibliografia:

Strona internetowa Stefana Sieka: http://izbasieciechow.pl/

Książka „Sieciechów-szkice do dziejów miejscowości od czasów najdawniejszych do współczesnyc


Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •