Legenda o Złotym Kamieniu i skarbie Sieciecha

Podziel się
  • 55
  •  
  •  
  •  

 

fot. Stefan Siek

Kamień leży na skraju Puszczy Kozienickiej, kilometr od pradoliny wiślanej. Od niepamiętnych czasów intrygował ludzi, jak taki wielki kamień znalazł się w tym miejscu. Nigdzie w promieniu kilku kilometrów nie znajdziesz większego kamienia, a tu taki olbrzym. Ludzie opowiadali różne dziwy
o nim. Powiadają że nazwę swą wziął od zakopanego w okolicy wielkiego skarbu Sieciecha.

Palatyn Sieciech

Dawno dawno temu ten dzielny i uczony mąż zaskarbił sobie tak wielką przychylność władcy Polski, że ten powierzył mu pieczę nad skarbcem książęcym i wyniósł go do roli Palatyna, który był zwierzchnikiem nad wojami księcia, sprawował władzę w kraju w imieniu księcia Władysława Hermana.

Władysław Herman 1079 -1102, grafika Aleksandra Lessera Za: pl.wikipedia.org

Książę go lubił i ufał. Wszystko się zmieniło gdy dorośli synowie księcia. Zbigniew i Bolesław zwany Krzywoustym.

Bolesław Krzywousty 1102 – 1138 Za: www.szlakpiastowski.pl

Bolesław młodszy od Zbigniewa, był porywczy, gwałtowny, odważny. Do niedawna przez Sieciecha przyuczany do wojaczki, zabierany przez Palatyna na wojenne wyprawy przeciwko Pomorcom i Czechom. Choć był bardzo młody pragnął samodzielnie sprawować władzę w swej dzielnicy. Sprzeciwiał się temu ojciec z Sieciechem. Wraz z bratem Zbigniewem,

Zbigniew 1102 – 1108 Za: www.szlakpiastowski.pl

wsparci przez wielmożów niezadowolonych z rządów Sieciecha, wzniecili wojnę przeciwko Palatynowi. Przybyli zbrojnie pod gród Sieciecha i próbowali go zdobyć, ale bez machin oblężniczych nie dali rady. Gród był położony na bagnach nadwiślańskich, wody Wisły oblewały go z trzech stron, był nie do zdobycia. Po pewnym czasie jednak wymogli na ojcu, by wygnał Palatyna z kraju.

Sieciech przeczuwając swój upadek, skarby swe potajemnie ukrył w sobie tylko znanym miejscu, a było tego złota bardzo dużo. Bolesław Krzywousty poszukiwał przez całe swe życie wielkiego skarbu Sieciecha, bez rezultatu. Z biegiem czasu zapomniano o skarbie.

Złoto gdy leży przez długie lata w ziemi potrzebuje się oczyścić, następuje to po wielu latach i zależy od wielkości skarbu. Dzieje się to w noc świętojańską, w tę samą noc, w którą zakwita kwiat paproci. Kwiat ten przynosi szczęście śmiałkowi, który go w tę czarodziejską noc odnajdzie.

Kwiat paproci

Opowiadała mi babcia, że gdy była młoda, jej kolega Wojtek wybrał się w noc świętojańska na poszukiwanie kwiatu paproci. Był odważny, pragnął znaleźć kwiat by być szczęśliwym i bogatym. Z Sieciechowa do puszczy biegnie stary szlak drogowy zwany „Wygonem”. Kończył się on na pastwisku, dalej trzeba było się przedzierać przez mokradła zwane Biele, błotnisty teren, zamieszkały przez dzikie zwierzęta: dziki, wilki, sarny, jelenie kilka gatunków węży i żółwie błotne. Trudna to była droga, tym trudniejsza, że musiał ją pokonywać w ciemną noc. Gdy szczęśliwie przeszedł moczary, wszedł do lasu sosnowego, gdzie rosły potężne sosny sięgające nieba. Szedł ostrożnie rozglądając się na wszystkie strony. Miał pietra, albowiem słyszał dziwne głosy, raz z przodu to znów z tyły lub z bok, zaczęły go one przerażać. Już miał zaprzestać poszukiwania kwiatu paproci, gdy nagle między drzewami zauważył dziwną poświatę, rozjaśniała ona ciemny bór od południa. Zorientował się, że poświata wyglądająca jak tęcza wychodzi z ziemi w okolicy wielkiego kamienia. Czegoś takiego nigdy nie widział, bardzo mocno się przestraszył, zaczął ostrożnie cofać się w kierunku skont przyszedł.

Cofając się, cały czas obserwował dziwne zjawisko, powoli tracił światło z oczu, zakryły je drzewa i krzaki. Wrócił szczęśliwie do domu. Następnego dnia zaczął opowiadać co go spotkało w lesie w okolicy wielkiego kamienia. Następnego roku wycięto ogromne sosny obok tego kamienia. Wiosną przy sadzeniu lasu, kobiety sadzące sosenki natrafiły na garnek gliniany pełen srebrnych monet, były to denary rzymskie i denary Sieciecha.

Fot. Stefan Siek

Legenda o skarbie Palatyna odżyła, szukano go przez następne lata, ale bez rezultatu. Od tamtej pory na wielki kamień, mówiono Złoty Kamień. A kamień wygląda niesamowicie, barwę ma niespotykaną, gdy na niego padają promienie wschodzącego słońca mieni się świetliście.

 

O skarbie Sieciecha zaczęto mówić znowu w latach siedemdziesiątych XX wieku. Ktoś materiałem wybuchowym rozkruszył kamień i połupał go na drobne kawałki. Kto to zrobił i dlaczego? Czyżby skarb Sieciecha był ukryty pod tym potężnym głazem i w końcu przy pomocy materiału wybuchowego udało się go wydobyć? Nie znamy odpowiedzi na te pytania. Do dzisiejszych czasów zachowały się niewielkie części pięknego kamienia. Przyciąga on jednak turystów, którzy idąc szlakiem niebieskim odłupują małe fragmenty kamienia na pamiątkę.

Opr. Stefan Siek

Fot. Stefan Siek


Podziel się
  • 55
  •  
  •  
  •